Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 stycznia 2021

arrivederci

 Witajcie kruszyny.

W ostatnim czasie działo się sporo: stres, nauka, egzaminy, sport, słaby sen i niskie bilanse. Doprowadziło mnie to do tego, że kilka dni temu czułam, jakbym traciła przytomność. Leżałam wtedy w łóżku, spokojnie - 2:00 w nocy. Mogłoby się wydawać, że w spoczynku nic nam nie grozi... a jednak.

Postanowiłam, że zadbam o swoje zdrowie w tym jakże "napiętym" czasie. Nie mogę jeść 700 kcal dziennie, a przy tym uczyć się od rana do nocy + biegać i robić tysiąc innych, pobocznych rzeczy. To niewykonalne. Jem nieco więcej, ale bez przesadyzmu ;) moja waga oscyluje w stałej granicy 56-57 kg.

Na dobrą sprawę mam zdanych (i to całkiem dobrze, a nie na nędzne 3!) już większość egzaminów. Zostały mi jeszcze do ogarnięcia: wykład z cywila i ćwiczenia z karnego. Świetnie się czuję z myślą, że chociaż coś mi idzie ok w życiu. Do niedawna myślałam, że nawet studia mi się sypią...

* * * * *

Bądźcie dla siebie wyrozumiałe. Bądźcie wyrozumiałe dla swojego organizmu. 


 

poniedziałek, 11 stycznia 2021

nerwy w bólu

 

Kolejny dzień z nauką. Nie wiem już co myśleć. Uczę się i uczę, ale odnoszę wrażenie że nic z tego nie pamiętam... Okaże się to na pierwszym egzaminie. Jednak cywil wchodzi mi lepiej do głowy niż karne, natomiast nie chcę na razie wydawać konkretnych osądów, bo w praktyce może wyjść nieco inaczej.

Dziś na śniadanie wciągnęłam dwa gotowane jajka. Pokroiłam sobie jeszcze pomidora, ale finalnie wylądował w koszu na śmieci. Bez smaku. Chociaż czego można się spodziewać o tej porze roku? No właśnie - niczego.

Aktualnie jak piszę tę notkę jest 11:56 - zaraz 12:00, więc mogę szybko polecieć po jakieś zakupy na dzisiaj. Mam w planach jeść więcej warzyw i owoców, także postawię pewnie na jabłka (które kiedyś uwielbiałam) i nie wiem w sumie co jeszcze. Zastanawiam się nad tym, co przygotować na obiad - może ugotuję jakąś mieszankę warzyw? Macie jakieś pomysły na szybkie, low kcal obiady?

Poza tym zamierzam również wrócić do owsianek. Kochałam je na pierwszym roku studiów jak i również w liceum. Ciepła owsianka z jabłkiem/truskawkami/malinami/bananem - coś pysznego! Już nie pamiętam kiedy ostatni raz ją jadłam...

*****

*  liczby na dziś  *

58 kg

 

Nie wiem dokładnie jaki mam cel. Na razie myślę o wadze 55 kg, która jest bardzo przyjemną liczbą. Jak pójdzie dobrze, to ujrzę ją jeszcze pod koniec tego miesiąca. Doszłam ostatnio do wniosku, że cierpliwość to wielka cnota i mam zamiar ją w sobie odnaleźć :) życzę tego każdej z Was.

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

#56

Ahoj!

Nie było mnie tu długo (niestety). Miałam i w sumie nadal mam dosyć ciężki okres w życiu. Od ostatniej notki schudłam ok. 2-3 kg, więc nie jest źle. Pomimo wszystko starałam się utrzymywać niskokaloryczną dietę i dzięki temu mój żołądek przyzwyczaił się do małej ilości jedzenia. Nie czuję często głodu; zwykle koło godziny 13:00 jem pierwszy posiłek, potem między 16:00-18:00 coś jem i to wystarcza. Wypracowałam sobie nowy tryb i nie ukrywam - trochę czasu to zajęło, lecz dzięki temu łatwiej jest to kontrolować (może źle to ujęłam - mój organizm sam to ogarnia haha).

Dla motywacji (waszej i swojej) wrzucam kilka bilansów z ostatniego tygodnia, które były moim osobistym przełomem.

 
28/07

Obiad:
1 kromka chleba z serkiem

Kolacja:
Sałatka

TOTAL: 577 kcal

29/07

Obiad:
2 ugotowane jajka

Kolacja:
Sałatka

TOTAL: 480 kcal

30/07

Obiad:
1 ugotowane jajko

Kolacja:
2 tosty

TOTAL: 347 kcal

31/07

Obiad:
1 ugotowane jajko

Kolacja:
Makaron z pomidorami

TOTAL: 776 kcal

01/08

Obiad:
2 tosty

Kolacja:
Sałatka

TOTAL: 630 kcal

02/08

Śniadanie:
2 tosty z pomidorem

Obiad:
Tost z jajkiem

Kolacja:
Sałatka

TOTAL: 1050 kcal


Wczoraj zjadłam nieco więcej aby podkręcić trawienie... W najbliższym czasie planuję jakieś ważenie, bo widzę po sobie że trochę zeszło.

niedziela, 28 czerwca 2020

Wbiłam się w rytm

*super creepy słońce na powitanie*

Dzień dobry kruszyny!

Nie mogłam doczekać się dzisiejszej daty, ale od rana mam jeszcze lepszy humor jak stanęłam na wagę - 59kg! W końcu jest piątka z przodu! Zapewne to dopiero woda zaczyna schodzić mi z organizmu, ale to normalne. Przez ostatnich parę dni spożywałam na oko 800-1000kcal, lecz nie liczyłam tego dokładnie - chciałam jedynie przygotować swój organizm na dietę SGD (wszystkim znana):


Tak jak jest zalecane - zacznę od jutra. Dziś również nałożę sobie niewiele na talerz, a od jutra pełna kontrola. Mam zamiar wprowadzić jak za dawnych czasów poranną i wieczorną jogę aby poczuć się lepiej (i oczywiście aby rozciągnąć nieco moje spięte ciało). 

Joga nie tylko świetnie działa na fizyczny aspekt, ale też na nasze samopoczucie. Normalizuje oddech, poprawia humor, a wieczorem - uspokaja nas i wycisza przygotowując do dobrego snu. 

*****


poniedziałek, 20 kwietnia 2020

wiosna to chvj

Przez to siedzenie w domu zostanę prawdopodobnie alkoholikiem. Człowiek tysiąca nałogów i uzależnień here, ale to nikogo tutaj już nie dziwi. Wczoraj całkiem spoko bilans pyknął, lecz kilka piw wieczorem to zepsuło... no cóż, do końca tego tygodnia będę wylewać za kołnierz haha.

Poza tym wiosna w pełni, moja alergia dziwnym trafem się uspokoiła, astma zaczyna na nowo męczyć - całe szczęście, że lekarz wystawił mi e-receptę na wziewne leki i mogę żyć spokojnie. 

Wyjątkowo dzisiaj zjadłam normalne śniadanie - zwykle je pomijam, bo nie jestem głodna do godziny 12:00, ale obudziłam się zmęczona i słaba. Nie miałam zamiaru kusić losu i zemdleć, sooo zjadłam kanapkę z sałatą i białym serem, a do tego kilka truskawek i ciastko. Może dzięki temu do końca dnia nie tknę nic albo wleci mały posiłek. Zobaczymy...

Poniedziałek również chcę spędzić produktywnie, pomimo zmęczenia. Wydrukuję i rozpiszę sobie plan na ten tydzień, bo egzaminy tuż tuż a wiecznie odkładam naukę na chuj wie kiedy. Nie mam zamiaru bawić się w poprawki podczas wakacji, oh no.


wtorek, 31 marca 2020

mrok i światło

"W mroku i świetle, ja byłam i jestem,
całowałam dłonie diabła, a potem stopy Boga;
Piłam wino wytrwane, słodkie i gorzkie,
bo nie chcę wybierać, wybór to trwoga."

Dzień dobry.
Nie będę się rozpisywać zbytnio bo nie mam o czym - ale jednak jest coś, co chce Wam przekazać...
Na dzisiaj polecam Wam ten odcinek "Supersize vs superskinny"

I cóż mogę rzec... wlatuje bilans z wczoraj!

30/03
Śniadanie
Bułka + parówka

Obiad
Gulasz z wołowiny

Kolacja
Spaghetti 

Jadłam wczoraj małe porcje, więc nie dajcie się zwieść tymi węglami które wciągnęłam. Jedna bułka, odrobina makaronu z sosem i trochę mięsa - nothing special. Położyłam się spać głodna, więc czułam się świetnie i dumnie. 

poniedziałek, 23 marca 2020

niepogoda

***
Życie się nie zmienia, jedynie pogoda,
jak kiedyś pisałam: "w niepogodę mogę[...]".
Niezależnie ode mnie, od ciebie i nieba,
każda wola się spełni, gdy taka potrzeba.
***

Cześć!
Od dwóch dni ograniczyłam ilość spożywanych kalorii - samoistnie. Bez planowania i głodzenia mój organizm nie domagał się zbędnego jedzenia. Czekałam na to.

BILANS

22/03
Śniadanie
Dwa jajka na twardo

Obiad
Gulasz

Deser
Kawałek ciasta

Total: ok. 900kcal

23/03
Śniadanie
Omlet

Obiad
Bułka

... na razie tak to wygląda. W sobotę też zjadłam niewiele, ale niestety nie pamiętam co dokładnie. Na dziś planuję jeszcze białkowy shake i tyle (o ile będę głodna). 
Jak możecie zauważyć pojawił się na górze mój wiersz - będę dodawała takie krótkie, poetyckie wersety dla urozmaicenia.

3majcie się!



piątek, 7 lutego 2020

od rana

Dzień dobry kruszyny, witam was w ten słoneczny dzień!
*zajebiste słoneczniki*

Zrobiłam sobie czarną kawę, czekam aż trochę ostygnie... a potem się ogarniam, wychodzę z domu i planuję zjeść coś dobrego na śniadanie. Mam ochotę chyba na coś słodkiego, więc może naleśniki? Francuski rogal? Nie zapomnę jak w wakacje kochałam spędzać samotnie czas - one day trip with myself. Jechałam na starówkę do niedalekiego większego miasta, promienie delikatnie muskały moją twarz, a ja elegancko ubrana siadałam przy uroczym stoliku. Zamówiłam wtedy "francuskie śniadanie" i kawę. Napisałam przy nim krótki esej o dosyć banalnym wydźwięku, lecz starałam się czerpać jak najwięcej z tego, co mnie aktualnie otacza. Rozmowy innych ludzi, ich zachowania i utarte schematy...

środa, 5 lutego 2020

gruba ryba

Fajne uczucie mieć zdane wszystkie egzaminy. Wiesz, że masz chill ale z drugiej strony pierdolnik w głowie - "tyle wolnego do drugiego semestru! ach, co teraz robić!?". Chyba pojadę do domu rodzinnego, bo trochę mnie tam nie było. Mam kilka prezentów dla mamy, pooddycham świeżym powietrzem i w sumie nie wiem co tam jeszcze będę robić. W każdym razie na pewno coś innego niż u siebie. Z jedzeniem u mnie jest ok, chociaż zauważyłam że brzuch jakby mi się powiększył... zgaduję, że to stres. Od prawie dwóch miesięcy stresowałam się w dzień i noc, to są efekty. Ach, ten kortyzol.

czwartek, 16 stycznia 2020

francuskie piosenki


Cześć kruszyny.
Nie mam zdanych dwóch przedmiotów, reszta zdana. Muszę poczekać jeszcze na wyniki z jednego i będę wiedziała czy poprawki piszę w liczbie 2 czy 3. No cóż, dobrze że są drugie terminy.

Ha. Ha.

Dzisiaj bilans zamknął się w 325 kcal, a zwieńczyła go cola dietetyczna. Ładna nazwa - diet coke. Boli mnie głowa pewnie z powodu niskiej kaloryki i odwodnienia - mało piłam przez cały dzień, a byłam jeszcze na siłce, więc jestem zmuszona wypić chociaż 0,5l wody. 

BILANS

Śniadanie
Bułka z mozzarellą 
Herbata

Obiad
Kawa

Kolacja
Diet Coke

Total: 325 kcal

Niedługo wylatuję na narty do Szwajcarii, nie mogę się już doczekać. W Polsce ze śniegiem jest delikatnie mówiąc "słabo", także liczę na true winter time za granicami kraju.



sobota, 11 stycznia 2020

idę przez idee


Dobry wieczór.
Dziś wzięłam się w końcu za naukę. Tak nawet porządnie. Ogarnęłam notatki z dwóch przedmiotów, pouczyłam się z nich troszkę, potem zjadłam kolację a zaraz lecę z kolejną dawką prawniczego prania mózgu. I tak nie śpię po nocach, więc mogę wykorzystać ten czas produktywnie. 

Po zdanych egzaminach mam 3 tygodnie wolnego. Aż 3 tygodnie. Planuję wyjazd na narty za granicę, ale nie będzie on trwał prawie miesiąc - muszę coś wymyśleć na resztę "ferii" bo inaczej oszaleję. 

BILANS

Obiad:
Makaron

Kolacja:
Bagietka z hummusem

TOTAL: ok. 715 kcal

A wy macie jakieś plany na ferie? O ile część z was je ma :3
Może się zainspiruję...



piątek, 10 stycznia 2020

sesja to ch-j

Aż mam ochotę wypowiedzieć piękną wiązankę, ale tego nie zrobię,
Do sesji 2 dni, ja nic nie umiem. Po prostu pięknie. Nie potrafię zabrać się za to cholerstwo; przerobiłam jedynie dwa tematy z jednego przedmiotu i mam dość. Wiem, że dzisiaj czeka mnie sporo nauki o ile mam zamiar zdać... Tylko szkoda, że dzisiejsza noc była walką ze snem. 

Wczorajszy bilans prezentuję się w ten sposób:

BILANS

Śniadanie:
Owsianka na mleku migdałowym

Obiad:
Sałatka z mozzarellą

Kolacja:
Pół bagietki z hummusem

TOTAL: ok. 900kcal

Poniosło mnie trochę, a mianowicie o 300kcal bo miałam się trzymać 600 - ale wieczorem chciałam przebrnąć jeszcze przez kilka stron notatek, lecz byłam zbyt głodna aby skupić się na tym, co czytam. No cóż, mówi się "ups, nie ma tragedii więc lecimy dalej!". Muszę jakoś rozpracować mój organizm, aby jeść w bardziej optymalnych porach. Powinnam przesunąć godzinę jedzenia śniadania na 11:00 w dni wolne, bo potem zbyt szybko burczy mi w brzuchu.

Dziś wychodzę z domu jakoś o 16:00 i zastanawiam się co zjeść aby przeżyć i funkcjonować. Coś czuję, że będę jadła podobnie jak wczoraj - jebana nauka. Nie potrafię siąść z pustym żołądkiem i uczyć się przez bite kilka h. 

środa, 8 stycznia 2020

co kupuję do jedzenia?

~~~ hei ~~~

Jak minął dzień?
Mi strasznie nieproduktywnie, a miałam w planach naukę - wyszło jak wyszło. Dzisiaj chociaż uporządkuję notatki na jutro, żeby się z nich pouczyć. Sesja za kilka dni, a ja klasycznie daleko w lesie a nawet gdzieś przed lasem, siedzę sobie spokojnie nad brzegiem morza. 

Dzisiaj zjadłam trochę więcej niż wczoraj, nie chcę rzucać swojego organizmu na głęboką wodę. Rano obudziłam się dosyć słaba, zjadłam płatki i wypiłam kawę. Po południu wyszłam z domu na zakupy. W domu mam całkiem sporo kalorycznego jedzonka i koniecznie musiałam kupić tzw. główne low-cal produkty z których będę w stanie coś przyrządzić i nasycić żołądek. Słodkimi płatkami kukurydzianymi ani jednym tostem z serem na pewno tego nie osiągnę.

piątek, 3 stycznia 2020

c z a s

Jak się macie?
Sylwester - był ok. Impreza przebiegła lepiej niż się spodziewałam, więc siłą rzeczy nie narzekam. Do domu udało mi się przyjechać. Co prawda obiad zjadłam na kolację, ale rodzina (jak i ja!) była zadowolona z moich odwiedzin. A teraz znowu siedzę sama w mieszkaniu, pełna stresu i braku chęci do czegokolwiek... no cóż, nie zawsze wszystko idzie po danej myśli.

Tak sobie pomyślałam, że nadszedł czas na wdrożenie konkretnych zasad co do odżywiania się, bo niechlubnie przyznam że wciąż stoję z tym w miejscu. Jem, jem i jem - nie mam kompulsów ani nic z tych rzeczy, aczkolwiek brakuje mi dyscypliny i ograniczeń. Także od dzisiaj obcinam powoli kalorykę i myślę, że zaczniemy na spokojnie - 1000 kcal dziennie. 

Dziś na śniadanie przygotowałam omlet z dwóch jajek; do tego szynka, cebula i pomidor. Jeszcze parę miesięcy temu wiedziałabym od razu ile to ma kalorii, ale wyszłam niestety z wprawy i celuję w jakieś 300-400. Oprócz tego zjadłam trzy malutkie rogaliki z czekoladą (112 kcal). Aktualnie jest łącznie 512, do końca dnia zostaje mi niecałe 500 więc tragedii nie ma. Jeszcze czekają mnie zakupy (całe szczęście nie spożywcze) i zajęcia na uczelni, to tym bardziej nie muszę się martwić o mój głód. Wbrew pozorom im więcej mam obowiązków i rzeczy to do, tym mniej mam ochotę (i rzecz jasna czasu) na jedzenie. 
*****

A jak Wam minął ostatni dzień w roku? Osobiście uważam, że nowy rok niczego nie zmienia - faktury z 2019 nadal trzeba opłacić, rozpoczęty esej w listopadzie wciąż czeka aż go skończę, a myślenie się nie zmienia. 

środa, 25 grudnia 2019

diaries


God morn!
Pierwszy dzień świąt - jak Wam mija? Jakie plany? Spędzacie w domu z bliskimi czy może zaczynacie już typowe objeżdżanie rodziny? Ja osobiście mam ochotę zostać w domu, no wiecie: miękka kanapa, świąteczne badziewne filmy, pierogi popijane barszczem i totalna chillera - ale akurat dziś jestem zmuszona do opcji nr 2. No cóż, ten jeden dzień w roku chyba dam radę ;).
Poza tym...
zastanawiam się jakie filmy obejrzeć. Tyle wolnego, za naukę się nie wezmę (oh no!) a mam ochotę na jakieś KINO AKCJI, NAJLEPIEJ ŚWIĄTECZNEJ I FILM MOŻE BYĆ NAWET KLASY Z BYLEBY BYŁ! Więc może jakieś propozycje?
Ja już Wam powiem, że Kevin obejrzany (tak samo jak "Witaj, Święty Mikołaju!") i zastanawiam się "co dalej?". "Mean Girls" również chodzą mi po głowie, ale jednak nie mam ochoty na rozbudowane wątki miłosne. 
Dla każdego, kto zapoda jakiś tytuł jest zaplanowana niespodzianka (no niech już będzie ^^). Zobaczymy, czy czymś mnie uraczycie...

♥♥♥

niedziela, 22 grudnia 2019

❅lekka jak płatek śniegu❅

❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅
 ❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅❅
Dobry wieczór.
Kolejny dzień odhaczony, pomagałam matuli w sprzątaniu i obijaniu się (w tym jestem najlepsza, niechlubnie się przyznam). Jadłam dziś niezbyt zdrowe rzeczy, tak samo jak wczoraj - dlatego od jutra do Wigilii nie tykam nic słodkiego ani kalorycznego. Chociaż w ten sposób poczuję się bardziej zadowolona z siebie i gotowa na przyjęcie wszelkich dobroci ze stołu. Żałuję tylko, że nie zabrałam z mieszkania butów i sportowych ciuchów do biegania, bo mogłabym troszkę się poruszać - ale spacery też będą ok... Piękne lasy dookoła - brakuje mi tego w mieście.
W tej notce chciałabym poruszyć banalny, oczywisty temat... ale na pewno to, co mam do powiedzenia okaże się przydatne:

 Moim nieodłącznym elementem każdych świąt są różne specyfiki, pomagające na bóle brzucha, trawienie, ciężkość na żołądku... Nie chodzi o sam fakt przejedzenia, choć też się może zdarzyć w tymże czasie, lecz o CZAS TRWANIA.

Co mam dokładnie na myśli?
Święta trwają dłużej niż dzień, jest to związane z kilkudniową zabawą konsumpcyjną - jemy u siebie w domku, potem ciocia zaprasza do siebie na rybkę, bigosik, a wieczorkiem do babuszki na makowiec i jeszcze do tego 2kg sałatki żeby nie było jej przykro... no i kolejne następne dni malują się w identycznych barwach. Dlatego postanowiłam, że podzielę się z Wami moimi sposobami na walkę z lepszym trawieniem i samopoczuciem, podczas tego jedzeniowego koszmaru (choć najlepiej byłoby jeść NORMALNIE, ale sami wiemy jak jest).

 ❅
ZIOŁA
Koper włoski lub rumianek. Idealne do zaparzenia i wypicia po ciężkim posiłku. Świetne też na sam początek dnia - pomagają w trawieniu, a rumianek dodatkowo pomoże w bólach brzuszka. Przy nudnościach idealnie sprawdzi się mięta.

  ❅
WINO
Alkohol dobry na wszystko!!!!! Nie no, oczywiście że nie - ale kieliszek wytrawnego wina wieczorem (nie tylko dla relaksu) dobrze wpływa o dziwo na pracę mojego układu pokarmowego. Niektórym ten trunek może wręcz zaszkodzić, dlatego jeśli Wasze żołądki są delikatne - wypijcie mniej lub wcale.

 ❅
APTECZKA
Warto zaopatrzyć się w leki, jeśli nie preferujecie picia herbatek czy % - Ranigast Max bądź Espumisan na wzdęcia. Z bardziej naturalnych "leków" polecam krople ziołowe - one są w sumie bardzo uniwersalne: na ból brzucha, nudności oraz uczucie ciężkości. 

 ❅
UMIAR
Wg mnie najlepszy i najzdrowszy sposób ha ha. Zwracajmy uwagę na ilość jedzenia, nie katujmy się na noc bigosem i toną słodyczy. Delektujmy się każdym kęsem!






Parę sprawdzonych tipów, niektórym zdarza się zapomnieć o tym i wręcz wiją się w męczarniach. A jakie są Wasze sposoby z tymi problemami?
 

sobota, 21 grudnia 2019

merry xmas honey! ♥


Ho ho ho!
Witam Was kruszyny w tym kończącym się 2019 roku! 
Ten blog założyłam niemalże rok temu, bodajże pierwszy post jest z początku stycznia (jak to zleciało!). Na blogu widnieje 11546 wyświetleń, czego nigdy bym się nie spodziewała. Chciałam Wam też podziękować - wiernym obserwatorom i osobom, które trwały ze mną w komentarzach. Nie udało mi się co prawda znaleźć tu przyjaciół, ale nie ma co ukrywać - każdy/a (zauważyłam, że są tu też chłopcy, których ściskam bardzo mocno!) z nas chce poczuć się nieco "incognito" ze swoimi problemami związanymi z odżywianiem...

Moja droga nie jest usiana różami (i nie była), powoli waga spada, wracam do "normalnego jedzenia" bez kompulsów ale też bez skrajnych głodówek. Na Nowy Rok niczego sobie nie obiecuje - bez zbędnego pierdolenia "nOwY RoK nOwA jA" bo ileż można. Na święta nie żałuję jedzonka, aczkolwiek nie będę się nim opychać jakbym całą wieczność nie jadła (co się zawsze powtarza haha).

*****
Życie prywatne akurat mi się sypie jak uj, no ale liczę na odmianę w niedługim czasie - póki co staram się myśleć pozytywnie i czerpać garściami całe dobro, jakie dostaje. Chociaż tyle jestem w stanie dla siebie zrobić.

A WYGLĄD BLOGA ZNOWU INNY bo z tamtym jakiś error, a że lubię klimaty blogosfery wyjęte niczym z 2k12 to zrobiłam coś swojego. Nie ma cute Hello Kitty, ale jakaś odmiana musi być.




Słowem wstępu ITS ALL, z racji że mam teraz sporo wolnego postaram się do Was zaglądać często, a notki też będą wrzucane na bieżąco.

Buziaki!

czwartek, 26 września 2019

warto było

Ahoj.
Waga chyba zaczyna spadać - przetrwałam czas gdy stała, teraz powoli widzę po sobie że coś zaczyna się dziać. Dla szybkiej inspiracji zostawiam Wam moje 3 ostatnie bilanse:

PONIEDZIAŁEK

OBIAD
Kawa

KOLACJA
Tortilla z kurczakiem, niestety ją zwymiotowałam 

WTOREK

ŚNIADANIE
Chrupki kukurydziane, kawa i herbata

OBIAD
Kilka pierogów + herbata

KOLACJA
Reszta chrupek (ok. dwie garście) + herbata

ŚRODA

ŚNIADANIE
Kawa i dwie kanapki
... w ciągu dnia wypiłam jeszcze herbatkę rumiankową

CZWARTEK
*dziś*

ŚNIADANIE
Jajko i kawa z cukrem 
(trochę energii do działania z rana)

Jem jak jem ochotę, nie zmuszam się do posiłków ale staram się zjeść chociaż coś w ciągu dnia. Dodatkowy stres sprawił, że niestety mam okropne problemy z żołądkiem - wymioty, bóle brzucha... Zazwyczaj takie sytuacje wzmagały mój apetyt, a teraz jest zupełnie inaczej. Cieszę się, ale nie wiem czy moje zdrowie psychiczne wróci do dawnego stanu.


środa, 11 września 2019

{ann logg} minusy na wadze

Jest przed 11:00. Zjadłam śniadanie i teraz żałuję - okropnie mi niedobrze. Miejmy nadzieję, że ziołowa herbatka coś pomoże, bo po kroplach żadnej poprawy (niestety). 

W dzisiejszej notce pojawią się w końcu bilanse od początku tego tygodnia:

09.09

ŚNIADANIE
Kaszka manna

OBIAD:
Bułka, kilka małych pomidorków i 1/3 papryki


Tego dnia wymiotowałam. Zgaduję, że zaszkodziły mi pomidory, a mianowicie ich skórka.

10.09

ŚNIADANIE
Kaszka manna

OBIAD:
Awokado i grissini 

KOLACJA:
2 jajka

11.09

ŚNIADANIE
Awokado i łosoś

... ma chwilę obecną tak wyglądają bilanse. Na wadze widnieje 56,6kg, powoli zacznę obniżać kalorykę i jeśli poczuję się dzisiaj lepiej, wyjdę pobiegać. Wczoraj wieczorem przygotowałam sobie już strój i nie chciałabym (znowu) chować go z powrotem do szafy. Kolejne ważenie planuję w piątek, więc na 55kg trzeba się nieco bardziej postarać... 

Nawet nie wiecie jakie to cudowne uczucie, znowu do tego wrócić po tak długim czasie- nawet jakieś nędzne 0,2kg mniej to radość dla duszy i ciała. 

piątek, 26 lipca 2019

alternatywy + codziennik!


Dzień dobry!
~8:33~

Zastanawiam się jak zacząć tę notkę... tyle myśli chcę przelać, a coś stoi na przeszkodzie. Jak zwykle - "coś".

W ostatnim czasie spotkało mnie kilka porażek, nad którymi nie miałam nawet czasu się zastanowić. Pracowałam, skupiałam się na tym byleby nie rozmyślać - ale jak dobrze wiemy, ta chwila prędzej czy później nadchodzi. Z jedzeniem jest tragedia, jak u większości z nas - wakacje, szybki tryb życia bądź powolny sprawiają, że nie mamy wystarczającej samodyscypliny (dlatego z góry podziwiam wszystkie te osoby, które trwają pięknie z dietą!). Dodatkowo, moje zdrowie psychiczne nadal leży i utrudnia codzienne funkcjonowanie - gdyby tylko mi, ba! innym osobom z mojego otoczenia też. Mam zamiar w końcu umówić wizytę u psychologa - już nie ma "zmiłuj się, Nora jakoś sobie sama poradzisz". Mogę usilnie być zwykłym człowiekiem, ale to jest niewykonalne. Dusza ucierpi jeszcze bardziej poprzez kamuflaż niż faktyczne zmierzenie się z samą sobą.